Smutłem trochę...
"Wiersz brutalnie głupi"
Kiedy życie daje kopa,
weź gazetę, idź do klopa.
Opuść deskę, zapal światło
i już wszystko idzie gładko.
Siku, kupka, trochę newsów.
Wina ruskich, czarnych, prusów.
A co w Polsce, naszej ziemi?
Tu się nigdy, nic nie zmieni.
Póki naród zacofany,
w dupę wszystkie mądre plany.
Dalej czyta - "w Europie"...
Siedząc dalej na tym klopie.
Że zapomniał po co siedzi...
(Po co walą tak sąsiedzi?)
Drzwi łomocą o futrynę,
Wnet rozjebią tą kabinę.
-Zajęte!
-A spoko, myślałem, że coś Ci się stało, że tak długo siedzisz w kiblu.
Kiedy czas tak miło płynie,
w czterech ścianach, tej kabinie.
Człowiek łapie się za głowę,
tworząc myśli całkiem nowe...
O wybuchu jakimś, bombie.
Trochę palcem grzebiąc... w plombie...
Skupia całą swoją siłę,
żeby z dupy wypchnąć bryłę.
Patrzy między chude nogi,
a tam obraz jest złowrogi!
I w obawie o swe życie,
ścina baton przyzwoicie.
Zaciskając dwa zwieracze,
Krzyczy, jęczy, prawie płacze!
Nic tu po nim, nic nie zdziała...
bo natura wnet tak chciała,
jednoznacznym faktem rzekła:
"Dziś dzień dupa rodem z piekła."
I tak kończąc wierszyk grzecznie,
dodam tylko, że bezsprzecznie:
Psejebane jest gdy w nocy,
Zatwardzenie Ci wyskocy.
Rozpowszechnianie materiału surowo bardzo wskazane. Rozpowszechnianie i kopiowanie tylko i wyłącznie w przedstawionej przeze mnie formie. Zakaz czytania wierszyka dzieciom na dobranoc.
Wierszyk by RUR.